11/19/2017 12:18:00 PM

Tanie nie znaczy gorsze, czyli niedrogie kosmetyki godne polecenia #3

Tanie nie znaczy gorsze, czyli niedrogie kosmetyki godne polecenia #3


Cześć.!
Po ulubieńcach października nadszedł czas na kolejny post z serii "Tanie i dobre".
Nie zawsze możemy sobie pozwolić na kosmetyk z wysokiej półki, dlatego też poszukujemy kosmetyków, które są równie dobre, ale nie są tak drogie. Dzisiejsza lista 5 kosmetyków, jest już trzecią tego typu. Jeśli jakoś przeoczyłyście dwie pierwsze części możecie je przeczytać tutaj i tutaj. A jeśli jesteście ciekawe jakie kosmetyki znalazły się w dzisiejszym poście, czytajcie dalej.






Catrice HD Liquid Coverage
 HD Liquid Coverage to podkład z kategorii kryjących i długotrwałych. Konsystencja jest lekka, płynna i dość rzadka z którą świetnie się współpracuje. Już cienka warstwa wystarczy, by ładnie wyrównać koloryt, kolejne zapewniają krycie od średniego po mocne. Cena około 30zł. 



Golden Rose  Matte Crayon Lipstick
Lipstick ma bardzo miękką i kremową konsystencję. Przy wykonywaniu makijażu delikatnie sunie po ustach, bez konieczności użycia większej siły. Kredki są też bardzo dobrze napigmentowane i wystarczy jedno pociągnięcie aby pokryć nimi usta. Dodatkowo po nałożeniu nie czuć ich na ustach i dosłownie możemy o niej zapomnieć, bez obawy, że podczas dnia kolor zawędruje nam poza usta czy też zostawi ślady na zębach. Cena ok.13zł.



Lovely Curling Pump Up
Tusz polecany w blogosferze. Pięknie rozdziela rzęsy dodatkowo wydłużając je. Łatwo nią dotrzeć nawet do najkrótszych rzęs. Zużyłam już kilka "opakowań" i na tym się nie skończy. Cena ok. 10zł.


Wibo Bibułki Matujące
Według mnie to taki "must have" dzięki któremu możemy wyglądać świeżo przez cały dzień. Cena ok.6zł



Avon Glimmerstick Diamonds Eyeliner
Te kredki to najszybszy i najłatwiejszy sposób na podkreślenie spojrzenia. Kredki są wysuwane, a ich konsystencja miękka. Dzięki czemu łatwo się aplikują i rozcierają na oku. Cena ok. 10zł


Znacie te kosmetyki? 
Jeśli tak to co o nich sądzicie?


Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam Was na:

11/14/2017 08:36:00 PM

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY | październik 2017 | LOVELY, LAURA MERCIER, MUR, INGLOT, AVON

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY | październik 2017 | LOVELY, LAURA MERCIER, MUR, INGLOT, AVON


Cześć.
Przeglądając bloga zauważyłam, że dawno (bardzo dawno) nie pojawił się żaden post z ulubieńcami miesiąca. Jak wiadomo my kobiety kupujemy mnóstwo kosmetyków, kremów itp. Jedne mam się bardziej podobają inne troszeczkę mniej. W taki właśnie sposób wybieramy spośród tych wszystkich te "perełki" do których z pewnością będziemy wracać. Muszę przyznać, że osobiście lubię czytać takie posty u innych, ponieważ mam możliwość przeczytać o sprawdzonych już produktach, które są warte uwagi, a które powinno się omijać szerokim łukiem Mam nadzieję, że i dla Was taki post przypadnie do gustu.



Matowej pomadki Lovely K*Lips chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Odcień, który posiadam to nr 6 -  Neutral Beauty. Uwielbiam nudziaki na ustach, ponieważ tylko w tych kolorach czuję się dobrze. Muszę przyznać, że pomadka ma niezwykłą pigmentację i wystarczy jedno pociągnięcie aplikatorem po ustach i otrzymujemy piękny kolor. Dodatkowo szybko zasycha na ustach tworząc ładny, naturalny mat. Jeśli chodzi o konturówkę, która jest w zestawie to z nią też całkiem dobrze mi się pracuje. Jest miękka i łatwo sunie po ustach.


Drugim ulubieńcem jest sypki puder Laura Mercier Translucent Loose Setting Powder. Formuła pudru jest niewiarygodnie drobno zmielona i jedwabista w dotyku. Puder pomimo bialutkiego koloru po nałożeniu nie odznacza się i idealnie stapia się z podkładem, zapewniając mu całodzienną trwałość i piękne naturalne wykończenie. Nie tworzy płaskiego matu, a efekt jaki otrzymujemy to efekt miękkich konturów dzięki którym cera wygląda niezwykle zdrowo i młodo.


Kolejnym ulubieńcem jest paletka Makeup Revolution. Paletka jest ze mną od lipca tego roku, jednak po wykonaniu nią kilku makijaży poszła w zapomnienie i odkopałam ją całkiem niedawno. W sumie to w wrześniu jak miałam sesję ślubną. Po raz drugi mnie zachwyciła i tym razem już nie odłożę jej w zapomnienie. Model paletki, który posiadam to Flawless. 32 mocno napigmentowane cienie, dzięki którym wykonamy nim makijaż zarówno dzienny, jak i wieczorowy. Cienie są mięciutkie i aksamitne w konsystencji. Wszystkie cienie ładnie ze sobą współgrają i rozcierają się jeden w drugi, więc praca z nimi jest naprawdę łatwa i przyjemna. Dużym plusem jest to, że blendując cienie prawie w ogóle nie nie tracą przy tym na intensywności koloru


Muszę przyznać, że w tym miesiącu polubiłam się też z lekko tłustawym płynem Duraline. Płyn zamknięty jest w przezroczystej buteleczce z aplikatorem w formie "pipetki". Duraline daje ogromne możliwości! Dzięki kropelce płynu możemy bez problemów nakładać na mokro pigmenty oraz brokaty. Dodatkowo możemy go użyć jako ratunek dla zasychającego tuszu, eyelinera oraz jako bazę pod pomadkę do ust, która utrwali makijaż ust. Ja akurat najczęściej używam go do nakładania sypkich cieni.


Ostatnim już ulubieńcem został płyn do kąpieli Bubble Gum od Avon. Początkowo do zakupu skusiło mnie opakowanie, a później zapach dla którego przepadłam. Dosłownie. Zapach gumy balonowej jest intensywny, ale nie nachalny. Dodatkowo czuć go podczas kąpieli, jednak zapach nie utrzymuje się na skórze. A szkoda. Muszę przyznać, że dobrze się pieni, nawet pomimo tego, że jest on dość rzadki, ale już niewielka ilość wlana do wanny daje nam mnóstwo piany. Dodatkowo ani mnie nie uczulił ani nie podrażnił skóry. Taki umilacz do kąpieli.


To już wszyscy moi październikowi ulubieńcy, koniecznie dajcie znać, czy znacie wyżej wymienione kosmetyki i podzielcie się swoimi perełkami. :)




Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam Was na:

10/19/2017 06:38:00 PM

Dlaczego nie poszłam na promocję -49% w Rossmann? + moje zakupy online

Dlaczego nie poszłam na promocję -49% w Rossmann? + moje zakupy online
 
Po raz kolejny w całej blogosferze aż huczy. Mnóstwo wpisów na blogach, zdjęć na Instagramie i innych portalach - a wszytko to za sprawą kolejnej promocji -49%  na kolorówkę w Rossmanie.  Mam wrażenie, że cała ta "mania" kupowania kosmetyków nigdy nie minie, ponieważ aż grzech nie skorzystać z takiej promocji. Ale czy aby na pewno? Muszę przyznać, że jak pierwszy raz usłyszałam o tej promocji, pomyślałam "O, super. Będę miała okazję, żeby kupić tusz czy tam podkład w dużo niższej cenie." Ale dorzuciłam jeszcze, a to korektor, a to drugi podkład, a to cienie i sumka się zbiera.:)  Ale wracając na właściwe tory: dlaczego nie poszłam na promocję?








Z moimi pierwszymi zakupami było tak, na promocję nie poszłam w pierwszy dzień, ponieważ zwyczajnie nie było mi po drodze. Do drogerii wybrałam się trzeciego czy też czwartego dnia. Pomyślałam, że skoro to taki duży sklep to dla wszystkich kosmetyków wystarczy.;) Niestety nie kupiłam tego co chciałam, ponieważ najzwyczajniej w świecie zostało to wykupione i tego nie było. Więc na kolejną edycję poszłam już pierwszego dnia, żeby kupić wszystko to co było mi potrzebne i uwierzcie, że był to mój pierwszy raz jak poszłam na taką promocję od razu po jej wystartowaniu. 

Pierwsze co "rzucało" się w oczy to tłumy, hałas i chamstwo. Dosłownie. Mam wrażenie, że kobiety podczas tej promocji zapominają o kulturze. Przy każdej z szaf przepycha się mnóstwo dziewczyn. Wyobraźcie sobie: stoisz przy szafie wybierając odcień podkładu, a tu dostajesz od kogoś z łokcia, ponieważ przepychające się babsko musi dostać się do szafy. Żadnego przepraszam ani nic. Owa pani uraczyła mnie tylko spojrzeniem typu "co Ty tu robisz dziewczynko"... Tutaj jakaś dziewczyna dosłownie wyrywa drugiej podkład z ręki. No ludzie to chyba jeszcze nie koniec świata, że o podkład musisz się bić..  Wybrałaś pokład i chcesz zmienić szafę po to, żeby kupić np tusz do rzęs. Stajesz sobie za grupką gimnazjum i grzecznie czekasz. No przecież nie będziesz się pchała jak cała reszta. Aż nadto Ci się nie śpieszy, więc czekasz, czekasz i czekasz, aż gimnazjum odejdzie w końcu z okupowanej szafy zastanawiając się: "(...) a który tusz wybrać? O jezu, ten drogi. A może ten drugi? A które cienie do oczu? A którą szminkę? Bo wiesz taki kolor to ma (imię) a ja chyba nie chcę tej samej. A chociaż w sumie może ten rozświetlacz mi się nie przyda. (...)" Serio?! Dziewczyny NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ. Po wszystkich zakupach, które i tak były MĘCZARNIĄ stoisz w "kilometrowej' kolejce do kasy.

Drugą rzeczą, którą również można było zauważyć to dziewczyny, które "macają" dosłownie każdy kosmetyk. Otwierają nowe kosmetyki, wyjmują z pudełka i dotykają palcami sprawdzając np. cienie do oczu, rozświetlacze i pudry. Kurcze, przecież do tego są TESTERY. A nie sorki, testerów już też nie ma, bo zostały rozkradzione.... Innym przykładem jest moja siostra wybierająca kolor pokładu przy odkręcaniu testera dosłownie zalewa jej ręce, ponieważ dziewczynie, która otwierała go przed nią "za dużo się wylało". Są też takie osoby, które "testując" kolory szminek otwierają opakowania, malują nimi usta po czym odkładają z powrotem na półkę. Fuuuj....

Ostatnio rzeczą są ceny. Np tusz, który kilka dni wcześniej kosztował 40zł w dzień promocji jego cena wynosiła 60,99zł. Podobnie było z kilkoma innymi rzeczami, które zamierzałam kupić. Uwierzcie, że czasami warto przejrzeć strony z kosmetykami, a może traficie na taką w której będą niższe ceny niż na promocji?


Dobra. Trochę ponarzekałam, a teraz pokażę Wam co zamówiłam online.
Na samym początku do koszyka trafił tusz, który kupuję w sumie już od kilku lat - Loreal Volume Million Lashes. Początkowo nie przekonywały mnie silikonowe szczoteczki, jednak po użyciu tego tuszu już wiem, że był to wielki błąd. Rzęsy są maksymalnie pogrubione i wydłużone i bez grudek. Z tym tuszem polubiłam się od pierwszego użycia.


Kolejną rzeczą był pokład Bourjois Health Mix nr 51 oraz Maybelline Affinitone 18. Pierwszy z ich kupiony po raz pierwszy, a drugi to zdecydowanie ulubieniec. Podkład Borjois jest lekki i po nałożeniu nie czuć jego ciężkości dodatkowo bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy. Nadaje twarzy naturalny wygląd. Jednak mam co do niego mieszane uczucia, ponieważ "miał" ukrywać oznaki zmęczenia, jednak według mnie nic takiego nie robi, ale cały czas jest w fazie testów, więc może jeszcze zmienię co do niego zdanie. Natomiast podkład od Maybelline zagościł  u mnie dawno temu w sumie przez przypadek, ponieważ poleciła mi go dziewczyna z Rossmana. Po nałożeniu podkład wygląda bardzo naturalnie, nie tworzy efektu maski ani nie zatyka. Daje naprawdę ładne wykończenie - bardzo ładnie rozświetla i ujednolica kolor skóry.



Kolejną rzeczą był puder, który mam już na wyczerpaniu. Puder pojawił się u mnie w tym samym czasie co podkład Maybelline. Po nałożeniu na skórę puder jest niewidoczny dodatkowo ujednolica cały makijaż i delikatnie się z nim stapia, dając bardzo naturalny efekt. Puder zawiera bardzo delikatne drobinki, które widoczne są jedynie pod światło, a na skórze w ogóle ich nie widać. Plusem jest też to, że jest bezzapachowy. Mój odcień to 24 - opal rose.


Ostatnimi rzeczami, które wpadły do koszyka były matowe pomadki Wibo Million Dollar Lips nr5 i nr6 oraz Lovely K*Lips nr 6 - Neutral Beauty. Nie jest tajemnicą, że uwielbiam matowe szminki jednak jeśli chodzi o te dwa kolory to niestety nie rozumiem zachwytu blogosfery. Kolory w obydwu przypadkach są ładne - nr 5 do delikatny nudziak, a nr 6 lekki brudny róż, jednak konsystencja jest tragiczna. Ani to nie zastyga, ani nie przypomina matu (szczególnie nr5). Ale, żeby wyrobić sobie stałą opinię muszę po testować je troszeczkę dłużej -jednak jak na razie jestem na NIE. Do kupna pomadki Lovely namówiła mnie siostra i muszę przyznać, że K*Lips nie urzekła. W opakowaniu kupujemy zestaw matowej pomadki i konturówki w identycznym kolorze. Pomadka lekko się rozprowadza i wysycha do całkowitego matu, nie pozostawiając tłustej warstwy.



A jak Wasze zakupy? 
Kupiłyście wszystko co zamierzałyście?

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam Was na:

Copyright © 2016 D a s h i a a , Blogger